artykuł

Osiedle Przyjaźń

Lubię nieoczywiste miejsca, szczególnie jeśli jakkolwiek nawiązują do mojej pracy i inspirują.
Warszawa kryje w sobie wiele miejsc, które są klimatyczne, nieoczywiste, ciekawe, inne.
Jednym z takich miejsc, które warto zobaczyć jest na pewno osiedle Przyjaźń na warszawskim
Bemowie.

HISTORIA


W 1952 roku na 40ha podwarszawskiej wsi Jelonki rozpoczęto budowę osiedla „Przyjaźni
Polsko-Radzieckiej”, baraków dla radzieckich budowniczych Pałacu Kultury i Nauki.
Osiedle składało się z 77 drewnianych domków jednorodzinnych dla wyższej kadry oraz 33
pawilonów wielorodzinnych dla robotników. Osiedle miało być samowystarczalne, dlatego
też wybudowano tam kino, stołówkę, łaźnię, przychodnię lekarską, straż pożarną, boiska
sportowe i podłączono do odprowadzania ścieków. Obsadzono drzewami i krzewami,
zbudowano drogi wewnętrzne, ogrodzono/ Pilnowane było przez wojsko. Na osiedlu
zamieszkało 4,5 tyś osób.

Po zakończeniu budowy PKiN osiedle przekazano w użytkowanie Ministerstwu Szkolnictwa
Wyższego i pełniło funkcję domów studenckich dla warszawskich uczelni. Od 1955roku
mieszkali tam studenci i pracownicy naukowi. Wtedy też dostało swoją obecną nazwę
„Przyjaźń”. Dobudowano kolejne domy studenckie, hotele i bloki asystenckie, kolejne domki
jednorodzinne dla pracowników uczelni. Zamieszkało tam około trzech tysięcy osób. Osiedle
wciąż pozostawało zamknięte, jednak wewnątrz wiele się działo. Otworzono klub studencki
„Karuzela”.

Obecnie składa się z części zabudowanej budynkami wielorodzinnymi i z części zabudowanej
domkami jednorodzinnymi, Klubu Karuzela i Biblioteki. Budynki wielorodzinne najczęściej
pełnią funkcję akademików, natomiast domki jednorodzinne przeznaczone są dla
pracowników naukowych lub ich potomków. Wynajmowane są także osobom prywatnym.

Plan osiedla i więcej o nim możecie zobaczyć tutaj: http://osiedleprzyjaznmapa.pl/Home/Map


ARCHITEKTURA


Domki stylem przypominają trochę domki fińskie a trochę polskie dworki szlacheckie. Sporo
więc frontonów, ganków, czy innych klasycyzujących detali. Prawdopodobnie cześć domków
jednorodzinnych sprowadzono z Finlandii, płacąc za nie w barterze węglem. Część budynków
wielorodzinnych, baraków wybudowano z desek pochodzących z rozebranych baraków
jenieckich, z obozu koło Olsztynka. Pierwotnie malowane były na dwa kolory czerwony i
niebieski w połączeniu z białym. Dzisiaj osiedle stanowi zlepek wielokolorowych budynków,
nie tylko niebieskich i czerwonych, ale także zielonych, zgaszonych żółtych, brązowych,
różowych, turkusowych.

Osiedle wpisano do Gminnej Ewidencji Zabytków, jednak wyraźnie widać, że to niewiele
pomaga. Skomplikowana sytuacja prawna nie ułatwia możliwości przeprowadzenia renowacji
i prowadzi do pogarszania się stanu budynków. Budynki niszczeją, niektóre nie spełniają
norm energetycznych, brakuje w nich wody, „Klub Karuzela” zamknięto.

KLIMAT


Osiedle ma niesamowity klimat. Trochę jak podróż w czasie, trochę jak sceneria filmowa. Ja
wybrałam się tam w sierpniowy weekend. Świeciło słońce, ptaki jeszcze śpiewały, do tego
mnóstwo zieleni, piękne ogrody w domkach jednorodzinnych i zielona przestrzeń pomiędzy
wielorodzinnymi. Cicho, spokojnie, bajkowo. Po wąskich uliczkach spacerowaliśmy tylko
my. Czasami przejechał samochód, czasami ktoś na rowerze. Przed jednym z baraków
wielorodzinnych bawiły się dzieci. Przed innym ktoś spacerował, rozmawiając przez telefon,
a stojący na ganku mężczyzna pomachał nam na powitanie. Klub „Karuzela” pomalowany na
różowo, z zasłoniętymi oknami, niszczeje. Wygląda trochę jak scenografia filmów z lat
sześćdziesiątych.

Mam nadzieję, że takie miejsca zostaną, że uda się je jakoś zatrzymać. Że nie znikną, bo
dobre miejsce na inwestycję, bo grunt drogi, bo ktoś chce zarobić, bo się nie opłaca.

Przewiń do góry